No i nie zdążyłem się przed Grunwaldem pochwalić, a zrobiłem dwie rzeczy, które szykowałem od dawna. Po pierwsze skończyłem swoje czerwone robe. Zrezygnowałem ostatecznie z dokładnej rekonstrukcji szaty z Herjolfsnes i zrobiłem workowate rękawy i wysoki kołnierzyk. Tak, mam kompleks burmistrza Gandawy.
Na szybko mała fotka ze mną jako gońcem Staszka Kuli w trakcie inscenizacji (bo radiotelegrafista brzmi głupio w kontekście bitwy pod Grunwaldem).
A do hełmów (mojego i Karla) wstawiłem wreszcie koszyczki, dzięki którym udało je się dopasować na nasze łby bez robienia grubszych kapturów pikowanych. Pora zamówić mniejszy hełm - ten jest do kupienia jakby ktoś chciał. Nówka sztuka nie bita.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyjazdy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wyjazdy. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 2 sierpnia 2011
wtorek, 29 grudnia 2009
Spóźniona relacja z Warsztatów
W tym roku uczestników warsztatów nie było zbyt wielu. Deszcz przegonił sporą ich część. Bo niestety październik w tym roku pokazał co potrafi. W nocy było zimno, w dzień padało. Z powodu deszczu zresztą nie odpaliliśmy wypału ceramiki, zabrakło nam jednej wiaty żeby rozłożyć ją dla osób które pilnowały by wypału. Za to mnie udało się farbowanie, a chłopaki odpalili wędzarnie. Fakt że troszkę przesadzili z ogniem i rybki za szybko pospadały, ale z użyciem rusztu udało się je uwędzić do końca. Nidhogg zrobił pokaz zgrzewania, jak sam stwierdził średnio udany, ale pręt się zgrzał. Potem pilnował kolejnego grotokuja, Kumisia.
Ja przy farbowaniu postanowiłam sprawdzić jak wyglądają farbowania jedno i dwu kąpielowe, i jaka jest wydajność jednej kąpieli barwiącej. Zeszłoroczne farbowania był wszystkie jedno kąpielowe, jedno było z dodatkowym składnikiem

Z zeszłego roku pochodzą kłębuszki
10 barwienie liść pokrzywy
11 barwienie kora dębową
7 barwienie rdest ptasi + żelazo
8 barwienie rdest ptasi
Z tego roku barwienia jedno kąpielowe to
1 marzanna czwarte barwienie gotowana
4 marzanna pierwsze barwienie nie gotowana
5 marzanna drugie barwienie nie gotowana (z nadmiarem barwnika)
6 łupiny z cebuli pierwsze barwienie
9 łupiny z cebuli drugie barwienie
Barwienia dwu kąpielowe
2 trzecie barwienie w marzannie następnie czwarte w cebuli
3 drugie barwienie w marzannie następnie trzecie barwienie w cebuli
Wiem podpisane to jest bez ładu i składu. Ale ułożyłam sobie kolorkami taki już ze mnie esteta.
Słowem końcowym, kłębek numer 12 to czysta wełna w kolorze z jakiego wszły wszytskie barwienia.
Ja przy farbowaniu postanowiłam sprawdzić jak wyglądają farbowania jedno i dwu kąpielowe, i jaka jest wydajność jednej kąpieli barwiącej. Zeszłoroczne farbowania był wszystkie jedno kąpielowe, jedno było z dodatkowym składnikiem

Z zeszłego roku pochodzą kłębuszki
10 barwienie liść pokrzywy
11 barwienie kora dębową
7 barwienie rdest ptasi + żelazo
8 barwienie rdest ptasi
Z tego roku barwienia jedno kąpielowe to
1 marzanna czwarte barwienie gotowana
4 marzanna pierwsze barwienie nie gotowana
5 marzanna drugie barwienie nie gotowana (z nadmiarem barwnika)
6 łupiny z cebuli pierwsze barwienie
9 łupiny z cebuli drugie barwienie
Barwienia dwu kąpielowe
2 trzecie barwienie w marzannie następnie czwarte w cebuli
3 drugie barwienie w marzannie następnie trzecie barwienie w cebuli
Wiem podpisane to jest bez ładu i składu. Ale ułożyłam sobie kolorkami taki już ze mnie esteta.
Słowem końcowym, kłębek numer 12 to czysta wełna w kolorze z jakiego wszły wszytskie barwienia.
wtorek, 17 lutego 2009
Aktualizacja
Od ostatniego wpisu minęło nieco czasu. Powiedziałabym że nawet dużo. Ale od zakończenia sezonu wyjazdowego czas wolny skurczył nam się dosyć mocno. Ze względu na zmianę pracy Nidhogg nie ma w tym momencie dostępu do kuźni tak wiec robi nieco inne rzeczy. Ja jak szyłam tak szyje ale dokleiłam do tego jeszcze zamiłowanie do chemii i zajęłam się farbowaniem barwnikami naturalnym. To właśnie robiłam na zeszłorocznych warsztatach w Będkowicach. Nidhogg nauczał kucia grotów (z całkiem niezłym skutkiem) i skrobał sobie tabliczkę woskową. Na tych warsztatach wypaliliśmy również wykonane w zeszłym roku garnki. Mimo właściwego wysuszenia dwa uległy uszkodzeniu przy wypale. Konkretnie wazonik pękł bo chyba był źle sklejony, zaś przykrywka na kubeczek odkształciła się pod ciężarem drewna. Wyszły piękne siwe, wypalone beztlenowo. W przyszłym roku zapytamy właścicieli jak się ich używa.
W tym roku z Będkowic przywieźliśmy trochę ufarbowanej wełny tabliczkę woskową i przeziębienie.
W tym roku z Będkowic przywieźliśmy trochę ufarbowanej wełny tabliczkę woskową i przeziębienie.
wtorek, 2 września 2008
Karpackie Klimaty - Krosno 2008
Ostatnio0 zaniedbaliśmy nieco bloga, na razie jako przedsmak wrzucam zdjęcia z Karpackich Klimatow, organizowanych przez Zakon Rycerzy Boju Dnia Ostatniego. Impreza była udana, organizacja nie zawiodła, a turniej łuczniczy był na poziomie i jak zwykle w wykonaniu Zakonu - urozmaicony (wahadła...).
Tutaj obiecane zdjęcia.
A tu - zdjęcia specjalne z Biegu Dam - zmagania z jabłuszkiem.
Tutaj obiecane zdjęcia.
A tu - zdjęcia specjalne z Biegu Dam - zmagania z jabłuszkiem.
wtorek, 30 października 2007
Warsztaty rzemiosła w Będkowicach
Między 18 a 21 października pojechaliśmy sobie w teren, na warsztaty rzemiosła. Miał być wyjazd z namiotem i obozowanie w naturze, jednakże pogoda nastraszyła organizatora (całkiem słusznie, ponieważ śnieg, który obudził nas w sobotę rano przy naszej konstrukcji namiotu mógłby być 'nachalny') , zdecydował się on na warsztaty stacjonarne (tylko z nazwy, nachodziłam sie jak głupia). Pojechaliśmy do Będkowic w czwartek, jak sie okazało nieco za wcześnie ponieważ warsztaty miały sie zacząć dopiero w piątek. Nie stanowiło to jednakże żadnego problemu poszliśmy sobie z Wszebądem, na spacerek (parogodzinne włóczenie sie po terenie). Połaziliśmy chwile po dolinie Będkowskiej i po skałach w okolicach Będkowic. Następnie pogadaliśmy w efekcie czego poszliśmy spać niejako z kurami. W piątek pomogliśmy przy porządkowaniu terenu, chłopcy przynieśli piec do szkła do garażu i posprzątali "armagedon" w kuźni. W między czasie Ja (pracowicie) odbierałam telefony przeglądając przy tym (równie pracowicie) księgozbiór gospodarza. W okolicach 13 przyjechali Jagoda i Boran i w domu zrobiło sie ciekawiej. Po 'powitalnej' herbacie zajęliśmy sie wreszcie działalnością zamierzona, czyli rzemiosłem. Jagoda próbowała prząść ale okazało sie ze runo, które nabyła nadaje sie do wielu innych rzeczy, ale do tego celu akurat nie. Boran siedział sobie spokojnie i szył wysokie buty. Nidhogg po uporządkowaniu kuźni odpalił koks i zaczął mi robić widelec( pod tą nazwą nie kryją się bynajmniej żadne widły bojowe). Wieczorem wybyliśmy na zakupy a kiedy powróciliśmy z zaopatrzeniem czekały na nas posiłki osobowe. W nieco większym gronie pogwarzyliśmy i ponarzekaliśmy na pogodę (i cała resztę). W sobotę od rana wkroczył do akcji piecyk do szkła, który okazał się być bydlęciem złośliwym wrednym i nieprzyjaznym. Po 16 godzinach stania przy nim mam 1 ( słownie jeden) koralik, (który do czegoś się nadaje ) i to nie mój tylko Nidhogga. Ale juz wiem, że lubię bawić sie szkłem (byle nie żaroodpornym). Teraz pozostaje mi tylko zainwestować we własny sprzęt i zaprzyjaźnić sie z kimś kto robi witraże. Sobota okazała się dniem pracowitym dla wszystkich, (przykładowo ja pomiędzy momentami kiedy machałam miechem latałam do kuchni pilnować obiadu). Z zaplanowanych zabaw nie odbyło sie tylko gotowanie dziegciu, ponieważ nawalił osobnik, który planował to robić ( a szkoda ciekawa byłam efektów). Po zmroku oddaliśmy sie biesiadowaniu i nadużywaniu genialnego krupniku wykonanego przez pana domu. W niedziele niestety musieliśmy opuścić Będkowice nieco wcześniej by zadośćuczynić obowiązkom obywatelskim i udać się na wybory.
Ogólny bilans wyjazdu
1 widelec 1 koralik
kilka cosiów koralikopodobnych
Poparzone paluchy Nidhogga (nie wiedzieć czemu, łapał gorący koks w łapki) oraz oparzenie mojej wargi (złośliwy piec do szkła dmuchnął sporą porcja iskier na których kursie kolizyjnym znalazła się moja twarz).
Ogólny bilans wyjazdu
1 widelec 1 koralik
kilka cosiów koralikopodobnych
Poparzone paluchy Nidhogga (nie wiedzieć czemu, łapał gorący koks w łapki) oraz oparzenie mojej wargi (złośliwy piec do szkła dmuchnął sporą porcja iskier na których kursie kolizyjnym znalazła się moja twarz).
Subskrybuj:
Posty (Atom)
